Wracam – i będzie się działo!

CIMG6592
No, dobra… Przyznaję: jestem leniem. Wielkim, grubym leniwcem, który jak już oderwie się od kompa po 8 godzinach pracy, to w domu za nic nie może się zmusić do napisania choć kilku linijek. Dlatego z bloga zniknęłam na czas dłuższy. Ale że wiosna mobilizuje – czas na restart! I to od razu w ilościach hurtowych.

CIMG0025
CIMG6095

wisiory2

F

Bo przez ostatni rok sutaszu nie porzuciłam… Choć chyba powinnam – dla zdrowia własnych opuszek. Pan zapisujący moje odciski palców – gdy wyrabiałam sobie paszport – rzucił ostatnio z naganą w głosie: „oj, zniszczone ma pani linie papilarne…”. A sądząc po tym, że moje odciski naprawdę wyglądały jak alfabet Morse’a – tu kreseczki, tam kropki – winne jest notoryczne wbijanie w palce igły. Uprzedzając pytania: tak, próbowałam szyć w naparstku. I nie, nie było mi wygodnie.

teczowy
A wracając do sutaszu… Dalej będzie kolorowo, błyszcząco i w wersji „maxi”. Bo dla mnie biżuterii, której nie widać ze 100 metrów, to się w ogóle nie opłaca nosić ;-)

wenecjawenecja2

I pewnie dalej inspiracji będę szukać w podróżach – jak przy tych naszyjnikach, które powstały po wyjeździe na karnawał do mojej ukochanej Wenecji :-)

CIMG6134

 

Wiosennie…

CIMG7337aa
Dzisiaj zgłaszam naszyjnik do wyzwania Kreatywnego Kufra

http://kreatywnykufer.blogspot.com/2015/04/wyzwanie-foto-inspiracja-7.html
08.04.2015 Foto Inspiracja #7

Inspiracją nie jest kształt, ale barwy – mieszanka zieleni, różu, granatu… Co prawda jasne, metalizowane sznurki bardzo naszyjnik rozjaśniają, ale kamienie i koraliki, które do niego trafiły – wrzucone przedrobótkowo do jednej miski – były właśnie w tych kolorach.
IMG_0851

CIMG7476

A zanim naszyjnik na dobre zadomowił się w pudełku na biżuty numer 9 (tak… mam już ich dziewięć – i z każdym „sutaszowym” weekendem obawiam się, co będzie dalej), gościnnie zawitał też na bloga Mariadegustibus :-)
Zaległości i Shades of Purple - 4
http://mariadegustibus.blogspot.com/2014/02/still-light-tunic-no-more.html

Rechot w jeziorze

CIMG4695
I kolejny naszyjnik, który w planach miał być wisiorem, ale odrobinę „zmutował”.  Najwyraźniej gdzieś w okolicach sypialni mam źródło tajemniczego promieniowania – które sprawia, że biżuteria rozrasta się jak Hulk po skoku adrenaliny.
naszyjnik niebieski 1
Tym razem zaczęło się od niebieskiego „listka”, który później obudowałam elementami z zielonymi kamieniami i szkiełkami. A całość utrzymana w tonacji zamulonego jeziora – takiego, na którym co wieczór konwersuje w najlepsze setka żab. Oczywiście – bardziej romantycznie mogłabym udawać, że chodziło mi o barwy pawiego ogona itp… Ale co się oszukiwać – jak się foty robi z żabą, to się człowiekowi kojarzy właśnie bajoro ;-)

Biżutów jak ślimaków

No, dobra – doszłam już do momentu, gdy mam tyle nowych błyskotek, że rano wieszam na krześle kieckę, wyjmuję pudełka z wisiorkami – i kompletnie nie wiem, co mam na szyję założyć. Bo nagle okazuje się, że do sukienki pasuje mi dziesięć różnych modeli. Normalnie, rozmnaża mi się to to jak ślimaki w ogródku koleżanki.
Szczęście, że uszu przekłutych nie mam. Bo gdybym musiała jeszcze wybierać między setką par kolczyków, to chyba przez dwie godziny z domu bym nie wyszła.

A w ramach prezentowania nowości: dwa wisiory z zielenią…
zielony czerwony wisior

zielonofioletwisior

…oraz naszyjnik „orientalny”. Na początku to miał być malutki wisiorek: kolorowy kwiatek.  Zrobiłam – i stwierdziłam, że słodkie to jak dla Barbie, a ja jednak bardziej Cruellę wizualnie przypominam… Więc „obudowałam” kwiatek kolejnymi rzędami koralików. A jak się rozkręciłam… to zatrzymałam się dopiero, gdy koraliki pokrywały mi już pół szyi ;-)
orient2

Zalistkowana – wersja 2

naszyjnik nieb listki

Listków odsłona druga – tym razem na metalowej obroży. Zaczęło się od swetra, który postanowiła zrobić koleżanka z bloga mariadegustibus. Zachwyciłam się kolorami wełny – i dobrałam do nich koraliki w odcieniach fioletu i niebieskiego. Z początku miałam nadzieję, że całość będzie się trzymać na zwykłym druciku, ale okazało się, że poszczególne elementy są zbyt ciężkie – i jeśli człowiek nie siedzi sztywno jak posąg, to wszystko „składa się” na dekolcie niczym harmonijka. Dlatego na druciku rozdzieliłam w końcu „listki” grubymi koralikami – i naszyjnik zyskał trochę koloru.

A na ile nowa robótka pasuje do swetra, który ją zainspirował, można zobaczyć na blogu koleżanki :-)

http://mariadegustibus.blogspot.com/2014/08/lukrecja.html#comment-form

Zalistkowana… wersja 1

Koralikowe szaleństwo trwa… Tym razem dumna jestem z siebie totalnie, bo jeden naszyjnik robiłam aż przez cztery wieczory. I w końcu zrobiłam. Nie rzuciłam po drodze robótki w kąt i nie zajęłam się dziesięcioma innymi, tylko cierpliwie szyłam kolejne „listki” i ukrywałam nitki… Jak na moją robótkową niecierpliwość – to rekord, którego długo raczej nie pobiję! ;-)
naszyjnik listki zielone
A efektem jest listowie wokół szyi. I teraz przydałby się już tylko wianek na włosy, do kompletu… ;-)

Depresja w turkusie

A dzisiaj efekt urlopu, a konkretnie powrotu z krótkiego wypadu do Zakopanego. Na wyjeździe bawiłam się świetnie. Oddychałam pełną piersią (no bo jak takiej jakości tlen marnować), szumu strumyków słuchałam i pamiątek cały plecak do domu nawiozłam. A po powrocie – był dramat.
zakopane
Bo choć do pracy nie musiałam chodzić jeszcze przez bity tydzień, nie chciało mi się NIC. Nagle poczułam, jak zatęchłe mamy w Wa-wie powietrze, dostrzegłam, jak szaro wyglądają ulice… Nawet do knajpy nie miałam ochoty wyskoczyć – bo ceny wyższe, a żarcie gorsze niż na Krupówkach (gdzie są najlepsze pierogi z mięsem na świecie). Normalnie: klasyczna powyjazdowa deprecha. Gdyby nie psy, pewnie w ogóle nie wychodziłabym z domu. A jedynym zajęciem, na które nie reagowałam z obrzydzeniem okazało się… robienie sutaszu.

Kupiłam w końcu porządny zestaw igieł – i jak się rzuciłam za obrabianie gromadzonych przez ostatnie miesiące koralików… to skończyłam dopiero, gdy straciłam czucie w pokłutym totalnie palcu (a nawet dwóch). I przekonałam się, dlaczego ludzie wymyślili naparstek… Efekt: 4 naszyjniki, jeden wisior oraz ozdoba na torebkę. A pierwszy z serii naszyjników  „depresyjnych” wygląda tak…
brązowoniebieski