Hanboki w hanokach (i nie tylko)

Pamiętacie „Ulicę Sezamkową” i „dzisiejszy odcinek sponsoruje literka…”? No, to u mnie niepodzielnie rządzi dzisiaj „H” – jak „hanbok”.
a

Nazwę „kimono” zna każdy. A „hanbok”? Niestety – tylko ci, którzy interesują się Koreą. A szkoda, bo lokalne stroje są piękne, a Koreańczycy naprawdę z nich dumni. Są hanboki klasyczne, są też inspirowane nimi kreacje dla nowoczesnych dziewczyn.
b

Wokół setki wzorów, kolorów, haftów… Przyznaję: przez pięć dni w Seulu miałam ochotę robić zdjęcia wszystkim hanbokom, które widziałam na ulicy. Czyli co jakieś dwie sekundy*. W efekcie koło południa padała mi bateria w aparacie, a cztery godziny później ta w telefonie.

CIMG9966

Na moje szczęście Koreańczycy to naród niezwykle grzeczny i gdy sięgałam po aparat żadna z dziewczyn nie zrobiła mi awantury (być może chodziło też o mój wyraz twarzy: „ja-pierniczę-ale-cudo…”). Poza tym – z bólem serca – ograniczyłam się do robienia zdjęć tylko przy zabytkach. Nie miałam tyle śmiałości, by fotografować Koreanki na zakupach, w knajpach czy w metrze… Ale gapiłam się za to na nie bezczelnie – za każdym razem tak samo zachwycona.
c

A dumę z narodowego stroju wynosi się w Korei z domu. Najpierw hanboki zakładają dzieci, a mamy robią swoim pociechom setki zdjęć do rodzinnych albumów.

d

Nastolatki umawiają się na „hanbokowe” sesje z przyjaciółmi. Razem odwiedzają pałace, dzielnice, w których stoją malownicze, stare domy (hanoki), bawią się, robią „dzióbki”, co chwila poprawiają fryzury… I wyglądają jak wiosenne kwiaty.

 e

Co ciekawe, nikt nie przejmuje się przy tym butami. Zdjęcia w hanbokach robi się godzinami, chodzi od zabytku do zabytku – przez pół miasta… więc dla wygody nawet największe „modnisie” do klasycznych strojów zakładają obuwie sportowe.

 f

A co, gdy Koreanka się zakochuje? Wtedy zaciąga adoratora do wypożyczalni i wybiera dla obojga pasujące do siebie stroje. Sądząc po ilości męskich kaftanów w kolorze różowym… panowie na wybór kreacji nie mają za bardzo wpływu. Ale posłusznie kaftany zakładają, noszą za ukochanymi aparaty i pstrykają, pstrykają, pstrykają…

 CIMG9737a

Co ciekawe, Koreanki lubią też pozować… tyłem. Nie wiem, może to chwilowa moda, a może coś, co ma związek z koreańską sztuką. Ale widziałam mnóstwo dziewczyn, które do zdjęć ustawiały się prezentując plecy i tył głowy.
g

A w finale… hanboki dla futrzaków. Tak, to prawda: w Korei psy się jada. I to mnie przeraża. Ale jest też mnóstwo osób, które swoje psiaki rozpieszczają na maksa. Modne jest na przykład noszenie pupila w wielkiej torbie przewieszonej przez ramię. Mojemu Miśkowi to by się raczej nie spodobało, ale za to Frocia… Coś czuję, że taką miejscówką byłaby zachwycona!

 h

Jedną z ostatnich godzin w Korei – w drodze na lotnisko – spędziłam zresztą w metrze obok mega słodkiego przystojniaka… Gdy spróbowałam zrobić zdjęcie (Tak, wiem – nieostre. Ale pstrykałam je w trzęsącym się metrze, trzymając jednocześnie trzy wielkie i ciężkie bagaże!), tłum wokół w końcu oderwał się od swoich telefonów, spojrzał na „misio-liska”… No i wygląda na to, że chyba nikt nie miał ochoty go zjeść. Nie rozumiałam, co prawda, z rozmowy w wagonie ani słowa, ale sądząc po uśmiechach nie było to: „A sprzeda pani na gulasz?”, tylko raczej: „O jaki śliczny… Chłopiec czy dziewczynka?”…

A co będzie w kolejnym wpisie? Oto mała podpowiedź… też z hanbokami ;-)

 Zdjęcie0511

*Tutaj wyjaśnienie: będąc w Seulu załapałam się na wolny od szkoły Dzień Dziecka (5 maja) i „długi weekend” z Royal Festival czyli darmowe zwiedzanie pałaców. Dlatego tak naprawdę nie wiem, jak wygląda Korea „normalnie”. Mogłam za to podziwiać Seul w trakcie lokalnych świąt – gdy hanboki widać na każdej ulicy – i to polecam Wam gorąco!!!