Hi, Seoul!

Piłam wino z ryżu, mało nie potknęłam się o czaplę, a w finale zasnął na mnie Koreańczyk*. Czyli… Gosia poleciała do Seulu! Na miejscu spędziłam tylko pięć dni (z małym kawałkiem), ale i tak wróciłam zachwycona. I dlatego przez kilka kolejnych wpisów spróbuję zrobić wszystko, by go zareklamować.** ;-)
Zdjęcie0712

W skrócie: Koreę polecam KAŻDEMU. A zwłaszcza tym, którzy dotąd bali się podróżować poza Europę na własną rękę. Jedzenie pyszne. Język koreański ładnie brzmi i łatwo w nim wymówić „dziękuję” – a to podstawa ;-) Klimat (przynajmniej na wiosnę) podobny do naszego, więc upał nie zamieni was w ciężko dyszący, odwodniony wrak człowieka, który marzy tylko o tym, by nie wychodzić z hotelu, bo tam jest klimatyzacja. Ale ostrzegam: słońce koreańskie potrafi dopiec. Więc albo krem z filtrem, albo długi rękaw – bo inaczej na zdjęciach oprócz efektu „czerwonych oczu” pojawi się wam też efekt „buraczanej skóry”. Ja spaliłam się już po 5 godzinach – i odtąd przestałam się dziwić, że Koreańczycy chronią się przed słońcem nosząc parasolki, czapki z daszkiem, a nawet rękawiczki.
a

Seul jest czysty i nowoczesny. Stacje metra niemal na każdym rogu, wszędzie informacje po angielsku, a wszystko opisane tak, że nie zgubicie się nawet, jeśli wasza orientacja przestrzenna plasuje się na poziomie „już ameba radzi sobie lepiej” (jak u mnie). W dodatku Polacy jadąc do Korei na krótki urlop nie potrzebują wiz, a w jednym z banków można wymieniać złotówki (nie próbowałam, ale tak twierdziła reklama w metrze, a koreańskie wony skupują kantory w Polsce).

Zdjęcie0796

A co najdziwniejsze, w Seulu Europejczyk nie czuje się wcale „obco”. Tak, ulice wyglądają trochę inaczej. Wśród wieżowców stoją czasem pagody. Ze wszystkich stron otaczają cię setki reklam, szyldów i napisów, z których nie rozumiesz ani literki. Wokół sami Azjaci, a ty, drogi turysto z Polski, nagle zamieniasz się w mniejszość rasową. Ale – o dziwo – wcale nie jest ci z tym źle.

 b

Są kraje, w których jako „obca” czułam na sobie spojrzenia – niekoniecznie miłe. Ale mieszkańcy Seulu mają dużo ciekawsze rzeczy do oglądania… Głównie w swoich telefonach. Chodzą, siedzą i jedzą zapatrzeni w małe ekraniki. Więc jeśli – drogi turysto – nie trafisz na pierwszą stronę koreańskich wiadomości w Internecie… to jest spora szansa, że „tubylcy” nawet cię nie dostrzegą.

 c

A co, jeśli poprosisz ich o pomoc? Poznasz ludzi miłych i uczynnych. Nikt nie pośle ci krzywego spojrzenia w stylu „a-ta-czego-tu-znowu-chce”. Nikt nie wymiga się hasłem „ja nie mówić angielski”. Mało tego: jeśli w metrze odpowiednio długo postoisz z miną „kurcze, jak tu dojechać do…” (czyli jakieś 10 sekund), na pewno w końcu jakiś Koreańczyk zlituje się i sam zaproponuje pomoc.

 CIMG9752a

Co jeszcze? Internet twierdzi, że w Korei nie działają zwykle polskie telefony. Nie pytajcie mnie, dlaczego, bo się na tym nie znam (podobno trzeba mieć komórkę, która radzi sobie z jakimś tajemniczym 3G). I rzeczywiście: na lotnisku można wypożyczyć aparaty lokalne. Tyle, że moja stara nokia tuż po wylądowaniu oznajmiła radośnie, że sieć znalazła, a roaming Orange wręcz nie może się doczekać, gdy spróbuję zadzwonić do Polski – bo za każdą sekundę będę odtąd płacić nawet nie jak za zboże, ale jak za diamenty. Dzwonić nie próbowałam, ale sms-y dochodziły w obie strony.

 CIMG9780

Tak w sumie, jedyna „wada” Korei, o której mogę napisać, to brak bezpośrednich lotów z Polski***. Ale… LOT podobno ma dołączyć Seul do swojej oferty. Więc kto wie – może za rok będzie można wsiąść do samolotu w Wa-wie, zobaczyć film, zjeść kolację, przekimać 6 godzin i obudzić się już nad Koreą? Trzymam za to kciuki!

A na kolejne wrażenia i zdjęcia z Seulu zapraszam już za kilka dni. I tym razem na blogu zrobi się naprawdę kolorowo…
Zdjęcie0337

*Na szczęście tylko w metrze ;-)

 ** Nie, moich wpisów nie sponsoruje ambasada Korei. A szkoda… ;-)

***OK, przyznaję: podróż do Korei ma jeszcze jedną wadę: „jet lag”. Różnica czasu wynosi aż siedem godzin, a to mało który organizm zniesie bez szwanku. Mnie kryzys dopadł po powrocie do Polski i przez dwa dni przypominałam zombie. Ale znam osoby, które problemy ze snem miały w obie strony – także po przylocie do Korei.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>