In the jungle, the mighty jungle…

…siedzi sobie lwica Małgorzata, ciężko dysząc z upału i znów sutaszuje. Igła w łapę, koraliki do filiżanki – i do dzieła! Bo pojawiło się kolejne wyzwanie Szuflady – „las tropikalny”.
a
http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2015/07/wyzwanie-goscinnej-projektantki-lipca.html

Przyznaję: lasy to ja wolę omijać z daleka, nawet polskie. Bo robale, bo gałęzie, bo nigdy nie wiadomo, co ci na głowę skoczy. Jestem lwicą z miasta – klatkowo-blokową, w moim naturalnym środowisku ścieżki pokrywa beton i to jego wolę się trzymać. Ale skoro już padło hasło „las tropikalny”…
CIMG6837
Zieleń, kwiaty, liany i ogólnie „wielka improwizacja” – dla mnie to właśnie oznacza dżunglę. Generalnie, wielkie jest w niej WSZYSTKO. Drzewa, mrówki, pająki, upał… Tu coś zwisa, tam się podejrzanie wije… Tak, dobrze się domyślacie – to nie jest moja wymarzona miejscówka na urlop. Naturę lubię i wcale nie upieram się, by wszystkie kwiatki świata rosły grzecznie w rządkach. Ale zdecydowanie: wolę miejsca, w których o poranku nie znajdzie się w bucie gigantycznej tarantuli. Jednak na szyi własny kawałek dżungli spokojnie nosić mogę…;-)
CIMG6840
A tak poza tym… Przez wyzwanie Szuflady mózg przestawił mi się na hasło „dżungla” – i nastąpiło krótkie spięcie. Od rana nie mogę wyrzucić z głowy piosenki z „Króla Lwa”… Nuciłam przy myciu zębów, w drodze do autobusu, w pracy – i nie pomaga nawet fakt, że przez pół dnia słucham indyjskiej bhangry. In the jungle, the mighty jungle… AAAAAAAA!!!!
zielen