Konkursowo…

Dzisiaj dwa naszyjniki wykonane na bazie podobnego pomysłu – na dwa różne konkursy. Turkusowy miał być wyjściowo z różem, ale gdy zobaczyłam zdjęcie do konkursu Royal Stone, sięgnęłam jednak po czerwień.

blog
A to efekt wyrzucenia na łóżko zawartości kilku kubeczków z koralikami, znaczącego chrząknięcia „no i co ja mam z wami zrobić…” oraz kolejnej wizyty na stronie Szuflady. Czyli delikatna kolia z masą perłową – w sam raz dla syrenki, niekoniecznie warszawskiej (choć tak w sumie – sąsiadkami jesteśmy, wypadałoby o przedstawicielkę lokalnej fauny magicznej zadbać).

koliadlasyrenki

I niniejszym zgłaszam naszyjnik do wyzwania koralikowego:

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2015/03/otworz-szuflade-w-marcu.html

BANEREK

Zamiast portfela…

…lub zamiast świnki skarbonki. A wszystko zaczęło się od rubla. A konkretnie to dwóch.

monety

Na spacerze z psami zauważyłam na trawniku dużą monetę – co w sumie nie dziwi, bo 15 metrów dalej jest kantor wymiany walut. Ruskie orlisko mi się nie spodobało – gdy na nie spojrzałam od razu pomyślałam o groźbach Putina i miałam ochotę ukręcić ptaszysku oba łby. Ale sama „dwójeczka” – z wdzięcznie wygiętym listkiem obok – wpadła mi w oko. A że miałam akurat w domu do wypróbowania nowy, niebieski sznurek…

Później sięgnęłam po kolejne, gromadzone przez lata w domu monety. Te z dawnych wyjazdów – z czasów, gdy jeszcze nikt o euro nie słyszał – uliczne „znajdy” i pamiątki z podróży do Tajlandii. No i wyszedł w końcu naszyjnik z gatunku „wyginaniec moneciasty”… Kto wie, jeśli przy kantorze znowu ktoś sypnie zagranicznym groszem, to może za kilka lat doczeka się kontynuacji? Albo wkrótce przerobię go na coś innego…

Po długiej, zimowej przerwie…

Dawno na bloga nie zaglądałam, oj, dawno… Ale czuję się usprawiedliwiona – bo równie dawno do mojej kuchni nie zaglądało w niedzielny poranek porządne słońce. A bez niego – ze zdjęć nici. Tak więc nowe biżuty powstają, hobby kwitnie, ale dokumentacji porządnej brak. Cóż począć – taki mamy klimat…

Z robótek najstarszych – oto naszyjnik, który zrobiłam na prośbę przyjaciółki – która wybrała kolory i materiały – jako prezent dla jej Mamy. Oby się nosił dobrze, bo robiłam jak dla Mamy własnej :-)

czerwony 

A z nowszych – kolczyki, które zgłaszam niniejszym na wyzwanie Szuflady:
rozc
baner

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2015/03/wyzwanie-nr-3-przez-rozowe-okulary.html

Różowe kamyki miały z początku być częścią naszyjnika, ale w końcu trafiły „wyżej”. Generalnie – róż do moich ulubionych kolorów nie należy… Ale jeśli po dwudziestu operacjach plastycznych zamienię się jakimś cudem w Barbie i na dokładkę przefasonuję sobie mózg – to mam już co założyć na randkę z Kenem ;-)