Biżutów jak ślimaków

No, dobra – doszłam już do momentu, gdy mam tyle nowych błyskotek, że rano wieszam na krześle kieckę, wyjmuję pudełka z wisiorkami – i kompletnie nie wiem, co mam na szyję założyć. Bo nagle okazuje się, że do sukienki pasuje mi dziesięć różnych modeli. Normalnie, rozmnaża mi się to to jak ślimaki w ogródku koleżanki.
Szczęście, że uszu przekłutych nie mam. Bo gdybym musiała jeszcze wybierać między setką par kolczyków, to chyba przez dwie godziny z domu bym nie wyszła.

A w ramach prezentowania nowości: dwa wisiory z zielenią…
zielony czerwony wisior

zielonofioletwisior

…oraz naszyjnik „orientalny”. Na początku to miał być malutki wisiorek: kolorowy kwiatek.  Zrobiłam – i stwierdziłam, że słodkie to jak dla Barbie, a ja jednak bardziej Cruellę wizualnie przypominam… Więc „obudowałam” kwiatek kolejnymi rzędami koralików. A jak się rozkręciłam… to zatrzymałam się dopiero, gdy koraliki pokrywały mi już pół szyi ;-)
orient2

Kwiatek – odsłona pierwsza

Kolejny wisior, znowu w moich ulubionych kolorach. No mówi się trudno – przy innych mam blokadę i ani rusz. Mogą mi się podobać zestawienia fioletu albo czerwieni z pomarańczą, mogę się nimi nawet zachwycać… Ale gdy sama próbuję dorzucić do robótki jakiś pomarańczowy element – a później przystawiam „toto” do własnej twarzy – to kończy się wielkim pruciem. Podobnie jak z żółtym, czarnym, szarym itp.
wisior niebieski kwiat
No i dlatego „kwiatek” ma prawie takie same kolory, jak wcześniejszy skarabeusz… I naszyjnik z listków.
agaciki
Bo o ile pod względem kształtów moja wyobraźnia czasem „idzie na całość”, to w kwestii barw jest zapyziałą konserwatystką… ;-)

Wyszedł żuczek z szuflady…

…i trafił prosto na kolejny wisior. ;-) Skarabeusz przeleżał sobie w kącie kilka ładnych lat – samotny i zapomniany. Dziś już nawet nie pamiętam, jak do mnie trafił. Albo przywieźli mi go z wycieczki przyjaciele, albo sama dostałam go w Egipcie przy okazji biżuteryjnych zakupów – jako „gratis na szczęście”. W każdym razie nie za bardzo wiedziałam, co z nim zrobić, ale nie wyrzuciłam – no bo jakże to, wywalić z domu skarabeusza? Toż to zbrodnia równa podarciu na kawałeczki czterolistnej koniczyny…

A ostatnio sobie o nim przypomniałam – i nagle mnie „olśniło”. Toż mój żuczek ma dziurkę w środku… I jest koralikiem! A co się robi z dużymi koralikami? W dodatku – w tak pięknym kolorze?…
skarabeusz
Pół godziny później doczepiałam już do wisiora krawatki. Dwie – by nie odwracał się na „lewą” stronę nawet, jeśli zawieszę go na długim rzemyku, a nie na sztywnej, metalowej obroży. I tak mój skarabeusz zyskał kolejne wcielenie… ;-)

Kolorowo-wisiorowo

Inwazja koralików na moją biżuterię trwa – i tym razem efektem jest cały zestaw kolorowych wisiorów :-)
proste2
W wykonaniu są banalnie proste: kamień w środek, warstwa koralików między sznurki – i kilka dodatkowych na zewnątrz. Ale na dekolcie prezentują się fajnie. A przynajmniej mnie nosi się je dobrze, bo wszystkim zrobiłam dodatkowy „zwis”.
orient mini
No co poradzę – nerwowa ze mnie kobita i po prostu lubię, siedząc w pracy, bawić się jakimś co bardziej ruchomym elementem biżuterii… I stąd doczepione do części koralikowej kamienie :-)