Zalistkowana – wersja 2

naszyjnik nieb listki

Listków odsłona druga – tym razem na metalowej obroży. Zaczęło się od swetra, który postanowiła zrobić koleżanka z bloga mariadegustibus. Zachwyciłam się kolorami wełny – i dobrałam do nich koraliki w odcieniach fioletu i niebieskiego. Z początku miałam nadzieję, że całość będzie się trzymać na zwykłym druciku, ale okazało się, że poszczególne elementy są zbyt ciężkie – i jeśli człowiek nie siedzi sztywno jak posąg, to wszystko „składa się” na dekolcie niczym harmonijka. Dlatego na druciku rozdzieliłam w końcu „listki” grubymi koralikami – i naszyjnik zyskał trochę koloru.

A na ile nowa robótka pasuje do swetra, który ją zainspirował, można zobaczyć na blogu koleżanki :-)

http://mariadegustibus.blogspot.com/2014/08/lukrecja.html#comment-form

Zalistkowana… wersja 1

Koralikowe szaleństwo trwa… Tym razem dumna jestem z siebie totalnie, bo jeden naszyjnik robiłam aż przez cztery wieczory. I w końcu zrobiłam. Nie rzuciłam po drodze robótki w kąt i nie zajęłam się dziesięcioma innymi, tylko cierpliwie szyłam kolejne „listki” i ukrywałam nitki… Jak na moją robótkową niecierpliwość – to rekord, którego długo raczej nie pobiję! ;-)
naszyjnik listki zielone
A efektem jest listowie wokół szyi. I teraz przydałby się już tylko wianek na włosy, do kompletu… ;-)

Zakoralikowana – cz. 2

Jest źle. Dramatycznie wręcz źle. Pudełko po butach, które litościwie oddała mi jedna z koleżanek, jakieś dwa miesiące temu, zapełniłam już sutaszem w całości. A kolejne – po kupionych dwa tygodnie temu sandałkach – do połowy… Koraliki opanowały cały pokój i urządzają wypady zwiadowcze na korytarz (jeden kryształek zdecydował się nawet na misję samobójczą i w ostatniej chwili musiałam ratować go przed upraniem). A o poranku przed lustrem głupieję – bo nagle okazuje się, że do jednej sukienki pasuje mi dziesięć różnych właśnie zrobionych wisiorów. I kompletnie nie wiem, co na siebie włożyć. Oj, ciężkie jest życie z sutaszem…
Ale cóż – lepiej wieczorami szyć, niż pić lub obżerać się czekoladą. Przynajmniej według mojej wątroby. A jeśli chodzi o szczegóły…
proste
To zestaw prostych naszyjników, które ostały mi się po nudnej końcówce urlopu…
torebka
To ozdoba na torebkę z lumpeksu za 5 zeta…
proste2
A to moja pierwsza (przyznaję, jeszcze trochę nieporadna, ale co tam – i tak chwilowo mi się podoba) próba wszycia do robótki taśmy z kryształkami. Agat plus szkło weneckie. Może nie wygląda wybitnie efektownie, ale wisior jednak polubiłam, bo barwa kamienia wybitnie pasuje do fioletowych oprawek moich okularów ;-)

Ale prawdziwe szaleństwo nastąpiło, gdy wrzuciłam do jednego woreczka kilka kamieni, które do niczego mi nie pasowały i koraliki, których kolor mnie irytował (tak to jest, gdy zamawia się coś na podstawie zdjęcia w necie)… I w końcu zrobiłam bransoletę – dziwoląga:
bransoleta
Kształt ma „toto” wybitnie odjechany, ale – o dziwo – na ręku prezentuje się całkiem zgrabnie. A do tego „landrynkowe” kolorki – dziwo numer 2 – nagle mi się spodobały. Na tyle, że postanowiłam dorobić do bransolety naszyjnik:
zielony naszyjnik

Cóż – taki jest efekt letnich upałów… A ciąg dalszy nastąpi wkrótce ;-)

Zakoralikowana… cz. 1

Tak, wiem – czytając tytuł można sobie język połamać. Ale mówi się trudno – bo żaden z istniejących wyrazów nie oddaje w pełni stanu mego ducha. Oraz wyglądu pokoju, w którym wieczorami robię naszyjniki. Otóż po zakupieniu hurtowych niemal ilość metalizowanego sznurka do sutaszu z USA – w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia – zgromadziłam gigantyczne (w każdym razie jak na kogoś, kto biżuterię robi wyłącznie dla siebie, a nie na sprzedaż) ilości koralików. W odcieniach wszelakich, ale obowiązkowo błyszczących. Leży toto na stole, na łóżku, na podłodze… A ja obszywam nimi cierpliwie kolejne naszyjniki/bransolety, broszki… coraz bardziej kolorowe i krzykliwe. Najwyraźniej siedząca we mnie sroka wyczuwa, że lato się kończy – i zaczęła gromadzić zapasy błyskotek na zimę. No czymś wełniane szaliki ozdabiać przecież trzeba!  ;-)
broszka wpis 1
Na początku powstała broszka. Taka „wprawka” przed prawdziwym szaleństwem… Następnego dnia towarzyszyła jej już bransoletka – z koralików, szkła weneckiego i naturalnego barwionego korala. A ciąg dalszy pokażę wkrótce…